Jeśli chcesz wydrukować ten post kliknij ikonę poniżej

Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

niedziela, 24 lutego 2013

Czekoladowe babeczki z niespodzianką


Od kiedy dostałam książeczkę Czekoladowe słodkości szukałam pretekstu do upieczenia babeczek, z których wypływa czekolada.
W końcu znalazłam! Kolejną edycję czekoladowego weekendu.
Moja propozycja jest prosta i pyszna. Uwielbiam czekoladowe desery. Tym razem jednak musiałam się zmierzyć również z dobraniem odpowiedniego do deseru wina. Sprawa nie była łatwa. O ile do słodkich deserów dobieram słodkie wina, to do czekolady one nie pasują.
Do niej i upieczonych przeze mnie babeczek zaryzykowałam wino wytrawne Quinta Nova Reserva. To był strzał w dziesiątkę! Aksamitne, harmonijne, pełne wino o aromatach czerwonych dojrzałych owoców, niezwykle współgra z czekoladowym deserem. Wspaniałe połączenie, którego należy spróbować. I pomyśleć, że nie tak dawno łączenie czekolady z winem było kategorycznie zabronione. Całe szczęście świat się zmienia, a zasady wraz z nim. 





Czekoladowe babeczki z niespodzianką

  • 120 g gorzkiej czekolady
  • 8 łyżek masła
  • 3 jajka
  • 5 łyżek cukru
  • 1 łyżka mąki
  • 8 kostek gorzkiej czekolady

W naczyniu włożonym do garna z gorącą wodą roztopić czekoladę z masłem. W misce ubić żółtka z 3 łyżkami cukru. W drugiej misce ubić na sztywno białka, dodać 2 łyżki cukru i ubijać jeszcze około 3 minut. Do żółtek wlewać powoli roztopioną z masłem czekoladę, następnie dodać mąkę. Dokładnie wymieszać i ostrożnie połączyć powstałą masę z białkami. Gdy masa będzie jednolita napełnić nią sylikonowe foremki do wypieku babeczek. Po środku każdej foremki zanurzyć w cieście kostkę czekolady i włożyć je do zamrażalnika na 3 godziny. Następnie włożyć do piekarnika nagrzanego do 180°C. Piec około 10-15 minut. Od razu podawać.


Proponuję wino:

Quinta Nova Reserva    
Portugalia, DOC Douro
Quinta Nova

 

Przepis pochodzi z książki Czekoladowe słodkości. Torty, ciastka i czekoladki
Wydawnictwa Jedność.
Zapoznaj się z recenzją
tutaj

Czekoladowy weekend

Kolejna edycja czekoladowego weekendu zachęciła mnie do zaproponowania dania ryzykownego... 



Ryba z czekoladą. 

Domyślam się, że dla wielu brzmi to jak nazwa wyrafinowanej tortury ... Nic to. Moje umiłowanie morskich i słodkowodnych mięsiw każe mi jednak spróbować ...
UWAGA! Warunki konieczne by ryba i czekolada się polubiły: 
1) ryba musi być wysokiej jakości, możliwie "bezzapachowa", chuda. 
2) czekolada zaś słona i pikantna.
3) starajmy się, by to, co ciepłe było gorące, a to, co zimne (truskawki) – chłodne.

Pamiętając o tym, przedstawiam dwa sposoby na rybne „czekoladki”. Oba łączy rozmaryn, który dobrze robi zarówno rybie, jak i czekoladzie. Ryba w tym daniu jest nieco zdominowana przez przyprawy i czekoladę. Moim jednak zdaniem, jest dobrym nośnikiem dla tych wyrazistych smaków. 


 


Jeśli zaś chodzi o dobór wina, to obie wersje dań są nie lada wyzwaniem. Czekolada i ostre przyprawy lubią  ciężkie, czerwone wina, które są w stanie pokonać czekoladowo/pikantny smak. Biała ryba - białe wino.
Jak zatem pogodzić te skrajne emocje? Pomocy szukamy w Hiszpanii, u niezastąpionego, lubiącego eksperymenty i niejednobrzmiące rozwiązania Agusti'ego Torello Mata. Jego beczkowe, wytrawne cavy wydają się łagodzić spory i wyrównywać szansy wszystkim smakom.



Miecznik w sosie czekoladowo-papryczkowym, 
z carpachio z truskawek
1 porcja

  • grilowany stek ze świeżego miecznika (lub tuńczyka) grubości 1 cm
  • pół tabliczki czekolady gorzkiej (lub mniej)
  • łyżka rozmarynu świeżego
  • łyżka pokrojonej drobno ostrej papryczki czerwonej
  • 2-3 duże truskawki (niestety, w lutym nie są tak aromatyczne jak w czerwcu)
  • oliwa z oliwek, sól, pieprz, chili





Stek solimy solą morską, lekko nacieramy oliwą z oliwek zmieszaną z pokrojonym rozmarynem i grubo mielonym pieprzem. Chłodzimy w lodówce 2-3 godziny. Czekoladę rozpuszczamy w ciepłej kąpieli z dodatkiem grubo zmielonej soli, posiekanego rozmarynu i pokrojonych papryczek. Dobrze, żeby postała 2 godziny z przyprawami, potem oczywiście na nowo trzeba ją będzie rozpuścić. Umyte i osuszone truskawki kroimy na cieńkie plasterki. Stek wraz z rozmarynem grilujemy: albo klasycznie, albo w piekarniku, albo na patelni do grilowania. Ważne, by nie robić tego długo – wystarczy kilka minut z każdej strony. Na talerzu układamy stek, obok pokrojone truskawki, polewamy dookoła czekoladą. Całość doprawiamy chili i pieprzem. Dekorujemy gałązką rozmarynu.




Proponuję wino:

Cava Mata Rosat Trepad
Rodzaj wina: wino musujące, różowe, wytrawne
Kraj: Hiszpania
Region/apelacja: DO Cava
Producent: Bodegas Agusti Torello Mata


Miecznik w sosie czekoladowo-rozmarynowym, 
z purre z marchewki z imbirem
1 porcja

  • grilowany stek ze świeżego miecznika (lub tuńczyka) grubości 1 cm
  • pół tabliczki czekolady gorzkiej (lub mniej)
  • 2 łyżki rozmarynu świeżego
  • 1 marchewka
  • 2 cm kawłek świeżego imbiru
  • 1 pomarańcza
  • oliwa z oliwek, sól, pieprz, chili




Stek solimy solą morską, lekko nacieramy oliwą z oliwek zmieszaną z rozmarynem pokrojonym i grubo mielonym pieprzem. Chłodzimy w lodówce 2-3 godziny. Czekoladę rozpuszczamy w ciepłej kąpieli z dodatkiem grubo zmielonej soli i posiekanego rozmarynu. Dobrze, żeby postała 2 godziny z przyprawami, potem oczywiście na nowo trzeba ją będzie rozpuścić. Marchewkę oraz imbir obieramy i kroimy. Gotujemy w bardzo małej ilości wody z sokiem z 1 pomarańczy. Kiedy zmiękną, całość miksujemy z odrobiną oliwy lub masła na gładką masę. Solimy. Stek wraz z rozmarynem grilujemy albo klasycznie, albo w piekarniku, albo na patelni do grilowania. Ważne, by nie robić tego długo - wystarczy kilka minut z każdej strony. Na talerzu układamy stek, obok puree i całość polewamy dookoła czekoladą. Całość doprawiamy świeżym rozmarynem i pieprzem. Dekorujemy gałązką rozmarynu.


Proponuję wino:

Cava Reserva Barrica
wino musujące, wytrawne
Hiszpania
DO Cava
Bodegas Agusti Torello Mata







piątek, 22 lutego 2013

Chrupiące Cantucci


Słyszałam wiele opowieści o malowniczej Toskanii. Sama nie miałam jeszcze okazji odwiedzić tej krainy, będącej także wspaniałym regionem winiarskim. Dla tych, którzy tęsknią za winami i kuchnią Toskanii przygotowałam słodką „przypominajkę”: cantucci – ciasteczka, którymi często wita się gości. Osobiście chrupię cantucci bez dodatków, jednak tradycyjnie macza się je w słodkim vin santo.



Cantucci
  • 500 g mąki
  • 250 g cukru
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • skórka starta z 1 cytryny
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150 g  masła
  • 200 g migdałów bez skórki
  • sól

Przesiać mąkę, uformować z niej stożek. Do środka wbić 2 jajka, dodać cukier, skórkę z cytryny, proszek do pieczenia i szczyptę soli. Zagnieść ciasto dodając po odrobinie roztopionego masła. Gdy będzie dobrze wyrobione, wsypać całe migdały bez skórki (aby pozbyć się skórki należy namoczyć migdały w gorącej wodzie,
obrać gdy lekko przestygną) i znów zamieszać ciasto. Gotowe ciasto podzielić na 10 części i uformować z nich paski na szerokość blachy. Układać najlepiej na dwóch blachach wyłożonych papierem i posmarować roztrzepanym żółtkiem.
Wkładać po jednej do piekarnika nagrzanego do 180°C i piec około 20 min. Upieczone paski pociąć pod skosem na kawałki o grubości 1,5-2 cm. Włożyć ponownie do piekarnika na 5 min. by stały się chrupiące.
Tak przygotowane cantucci powinny odpocząć kilka dni. U mnie w domu to nie możliwe. Zbyt szybko znikają.


Przepis pochodzi z książki Małe pyszności. Ptysie, herbatniki i inne ciasteczka Wydawnictwa Jedność.
Zapoznaj się z recenzją: tutaj







czwartek, 21 lutego 2013

Brukselka odkryta na nowo


  
Ze względu na swój oryginalny wygląd i piękny kolor, brukselka zawsze zwracała moją uwagę. Zastanawiałam się, czy jest sposób, aby pozbawić ją specyficznego zapachu jaki wydziela przy gotowaniu. Odpowiedź przyszła niespodziewanie: kolega podał mi świetny i szybki sposób jej przyrządzenia.

Dziś z przyjemnością dzielę się z Wami tym lekkim daniem, do którego polecam alzackiego Sylvanera z Domaine Rieflé. Brukselka w tej odsłonie nabiera wspaniałego smaku. Jest chrupka i delikatna, towarzyszy jej subtelny smak i aromat  prażonych orzechów laskowych.  A do tego znakomite, dyskretnie owocowe, lekkie alzackie wino. Wręcz idealne połączenie.



Farfalle z brukselką i orzechami

  • 200 g brukselki
  • 100 g orzechów laskowych lub obranych ze skórki migdałów
  • 250 g makaronu farfalle
  • oliwa z oliwek
  • sól
  • pieprz

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. Brukselkę obieramy z wierzchnich listków i kroimy na ćwiartki. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy pokrojoną brukselkę oraz orzechy. Podsmażamy na małym ogniu ok. 10 minut. Doprawiamy solą i pieprzem. Mieszamy z makaronem i podajemy.







Proponuję wino:

Sylvaner    
Domaine Rieflé
Alzacja

środa, 13 lutego 2013

Vademecum wina

Strona w budowie

Łosoś w wannie


Na szczęście tradycja przetrzymywania ryb w łazience minęła bezpowrotnie. Wracając jednak do wspomnień z głębokiego PRL-u, proponuję zamknąć łososia w wannie, ale z ciasta francuskiego. Jest to danie proste, efektowne i właściwie nie może się nie udać. Najważniejszymi elementami są ostra w wyrazie tapenada, która daje smak oraz ciasto francuskie, które daje formę.  Sałatka caprese na ciepło wieńczy dzieło.  


Całość jest lekko zwariowana, ale jeśli potrzebujemy odmiany u progu postu i mięsnych  wyrzeczeń … Swoja drogą bardzo żałuję, że postne obyczaje odeszły do lamusa i mało kto „umartwia” ciało na przednówku przy pomocy śledzi i kaszy - w blogu „Wino i kuchnia” reprezentuję frakcję „bezmięsną”, zatem te wątki będą za moją przyczyną powracać. 


A że dziś środa popielcowa i nastrój do rozważań nad winami, ja proponuję medytację nad czerwonym, wytrawnym winem z doliny Rodanu: Alain Jaume Ventoux "Les Gelinottes" . Wino, schłodzone do temperatury 16 st., jest na tyle delikatne, że nie zdominuje potrawy z pikantną tapenadą. Tradycyjnie wino do ryby może być również białe: tu beczkowe chardonnay sprawdzi się równie dobrze.

Łosoś w wannie
  • 800 g łosoś ze skórą (lub bez)
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • kulka mozzarelli
  • 2 pomidory
  • świeża bazylia
  • jajko do smarowania ciasta
  • oliwa, cytryna
Tapenada z czarnych oliwek
  • porządna szklanka czarnych oliwek
  • pół średniej cebuli – można dać więcej w zależności od cebulowych preferencji
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki kaparów
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2-3 łyżki wina lub octu winnego
  • starta skórka z jednej cytryny
Składniki tapenady zmiksować, doprawić oregano, bazylią  i pieprzem.

Kupując łososia szukamy dość szerokiego i grubego kawałka, który po odcięciu zwężającej się części ogonowej będzie prostokątny. Oczyścić skórę z łusek nożem albo metalową tarką do warzyw. Rybę delikatnie opłukać i osuszyć ręcznikami papierowymi. Wierzchnią część obłożyć warstwą tapenady i włożyć, w zamkniętym pojemniku, do lodówki na 2-3 godziny.  Blachę z piekarnika lub inne płaskie naczynie do pieczenia, które pomieści spory kawałek ryby, smarujemy delikatnie oliwą, rozkładamy ciasto francuskie (polecam ciasto Wedla, które można kupić np. w Almie – moim zdaniem udaje się najlepiej). Ciasto można wcześniej trochę rozwałkować, tak by po położeniu na nim ryby, zostało nieco po bokach. Przekładamy ostrożnie rybę na środek ciasta skórą do dołu. Na wierzch ryby nakładamy plasterki pomidora, mozzarelli i liście bazylii, czyli klasyczną sałatkę caprese. Liście staram się przykrywać pomidorami i kawałkami mozzarelli – inaczej bazylia się wysusza i nie wygląda zbyt ładnie.  Na koniec całość można skropić oliwą z oliwek a brzegi ciasta zawijać na wierzch ryby. 


Uwaga na ciasto w narożnikach – tu trzeba je trochę rozciągnąć, żeby nie było zbyt grube po złożeniu.  Brzegi ciasta posmarować roztrzepanym jajkiem. Piekarnik nagrzać do 200 stopni, rybę piec ok. 30 minut. W połowie czasu pieczenia można wstawić nad pieczoną rybę ochronną blachę, tak by nie przypiec zbyt mocno wierzchu. Podawać na stół w całości w towarzystwie kawałków cytryny i prostej, zielonej sałaty z winegretem. Jeśli coś zostanie, to pokroić na kawałki i włożyć do lodówki - ryba jest jeszcze lepsza na drugi dzień.


Proponuję wina:
Bodega Toscanini
Urugwaj


Ventoux "Les Gelinottes"
Alain Jaume and Fils
AOC Ventoux, Francja


poniedziałek, 11 lutego 2013

Nasz polski – czyli litewski




Jest bigos, co się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Tak litewski bigos opisuje wieszcz w Panu Tadeuszu. Nie różni się on wiele od mojego sprawdzonego przepisu, który wypracowałem podejmując się przygotowania bigosu na jedną z imprez czy spotkań rodzinnych.
Tym razem okazja zjawiła się sama w postaci wielkiej pieczeni z daniela, którą dostałem od zaprzyjaźnionych winomanów z Bydgoszczy. Część pieczeni – jak i otrzymany przy okazji pasztet z tegoż samego daniela – zostały zjedzone niemal natychmiast, a co zrobić z resztą, ze wspaniałym mocno aromatycznym sosem? Jaka potrawa przyjmie wszystkie możliwe resztki z mięs, sosów, gulaszów czy pieczeni? – Oczywiście bigos!


Wielki gar stoi na piecu już drugi dzień. Zapach kapusty wypełnia już całe mieszkanie, a z pewnością też klatkę schodową. Pomału, powolutku bigos zaczyna się przegryzać. Jeszcze dzień, dwa i będzie idealny. I wtedy pojawi się kolejne pytanie: jakie wino do owego bigosu dodamy? Goście Sopliców do myśliwskiego bigosu po polowaniu wypili po szklanicy gdańskiej wódki – można i tak. My jednak zastanówmy się nad odpowiednim winem.
Na warsztatach dotyczących dobierania win do potraw zawsze uczę, aby kierować się geografią łącząc dania tradycyjne dla jakiś regionów z winami, które tam się rodzą. Oczywiście w Polsce, a tym bardziej na Litwie tradycji winiarskiej nie było. Ale to nie jedyne kraje, gdzie jada się kapustę. Podaje się ją w całej środkowej Europie – od Węgier przez Austrię, Niemcy na Alzacji kończąc. W tej ostatniej podaje się choucroute zwany – niesłusznie wg mnie – bigosem alzackim. Bo w czym ta potrawa ma być podobna do naszego narodowego dania. To lekko zaparzona kapusta obłożona obgotowanymi wędlinami i mięsami. Do takiego dania naturalnie podawane są (jakże by inaczej w Alzacji) wina białe – rieslingi i sylwanery. Zgadza się to, że do dań kapuścianych białe wina są lepsze – także do naszej zasmażanej kapusty, pierogów z kapustą, czy choćby gołąbków – jakiś riesling czy szürkebarát znad Balatonu pasowałby doskonale. 

Ale bigos – prawdziwy bigos – to już inna bajka. Przecież tu mamy przynajmniej tyle samo mięsa co kapusty, do tego aromaty grzybów, wędzonych śliwek i wędlin wszelakich. A wszystko  to doskonale zintegrowane w kilkudniowym procesie duszenia. Najbliższą naszemu bigosowi potrawą, którą mam okazję próbować ilekroć odwiedzam egerską winnicę Thummererów, jest kapusta duszona z paprykowymi kiełbasami i pieczoną golonką. Do takiego dania – tylko czerwone wino! Myślę, że i podobnie do naszego, to znaczy litewskiego bigosu, czerwone, niezbyt ciężkie wino o wysokiej kwasowości, dość pikantne, mniej taniczne będzie idealne. Zatem patrząc geograficznie – aż prosi się jakiś kékfrankos albo austriacki zweigelt lub dornfelder. Jak mówią mądrzy ludzie, najlepsze połączenie to to, które nam smakuje. Ja za dwa dni otworzę jakąś przywiezioną z Burgenlandu butelkę i sprawdzę jak też tamtejsze wino smakuje z moim – „pyrkającym” właśnie cały czas na wolnym ogniu bigosem.

Moja wersja bigosu

dla 8 osób (licząc z dokładkami)
  • 1 kg mięsa wszelakiego (im więcej rodzajów tym lepiej)
  • 1 kg wędlin – głównie kiełbas (ale warto zapytać o „ścinki” w sprawdzonej zaprzyjaźnionej masarni)
  • 1,5 kg białej kapusty
  • 1,5 kg kiszonej kapusty
  • kilka główek cebuli
  • garść suszonych grzybów
  • garść wędzonych w dymie śliwek węgierek
  • szklanka rosołu
  • kieliszek wina (ja daję słodkie sherry lub malagę)
  • sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, słodka papryka, majeranek, ziarno jałowca
  • smalec do smażenia


Najpierw przygotowuję mięsa – z każdego rodzaju robię osobny gulasz. Pokrojone w kostki mięso obsmażam na bardzo gorącym smalcu, następnie przerzucam do rondelka, zasypując pokrojoną w wiórka cebulą, dodaję sól, listek laurowy, ziele angielskie i pieprz. Do wieprzowiny dosypuję jeszcze trochę kminku i mnóstwo majeranku, a do wołowiny ziarna jałowca. Jeżeli chcecie dodać do bigosu dziczyznę, to trzeba ją przynajmniej dzień wcześniej zamarynować w winie, oliwie, przyprawach i w warzywach. Mięsa duszą się przez kilka godzin – gdy są już dostatecznie miękkie, mieszam je wszystkie razem i dodaję  do nich kapustę kiszoną oraz poszatkowaną świeżą.




Gdy najważniejsze składniki są połączone, dodaję namoczone wcześniej grzyby wraz z wodą w których się moczyły, wędzone śliwki, które coraz trudniej w Polsce dostać – ale nie jest to niemożliwe. Na koniec dodaję wino. Książki kucharskie podpowiadają, żeby było ono wytrawne – białe lub czerwone, ale ja natomiast dodaję nieco słodkiej malagi, zastępuje ona miód, który dodają inni – a jej beczkowy, lekko piekący smak pasuje tu idealnie. Uwaga! Tylko nie przesadźmy, żeby bigos nie był za słodki.


Na koniec przyprawy: listek laurowy, ziele i pieprz i sól do smaku. Wzorem braci Węgrów ja dodaję też dość sporo słodkiej papryki. Aby bigos nie był za suchy i nie przypalił się, podlewam go rosołem. Przez kolejne dwa, trzy dni duszę go na ogniu przez kilka godzin  – aż wszystko się „przegryzie”.

Pamiętajcie, by zrobić bigosu naprawdę dużo, bo spora część przepadnie podczas tych dni próbowania i podjadania potrawy, która zdecydowanie zdominuje waszą kuchnię i cały dom.


A na koniec jeszcze raz głos oddajmy poecie.
 

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegną i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.

Smacznego!

Cytaty z: A. Mickiewicz, Pan Tadeusz wydanie jubileuszowe





 

 

Proponuję wina:
Birgit Braunstein Blaufrankisch Heide

Austria
Weingut Birgit Braunstein

 
Martin Pasler R 
Austria
Weingut Martin Pasler 

niedziela, 3 lutego 2013

Jak się do tego dobrać?

Jak się do tego dobrać?

fot. W. Giebuta

Kilka zasad, które mogą nam pomóc przy łączeniu potraw z winami


1. Zasada równowagi. Staraj się, by potrawa swoją mocą (intensywnością smaków, przypraw czy ilością tłuszczu) nie zdominowała wina. I na odwrót – staraj się unikać ciężkich (czerwonych, leżakowanych w beczkach win) do lekkich potraw. 

2. Zapomnijmy o kolorze. Dawniej to kolor wina determinował jego kulinarne powiązania. Poniekąd słusznie – bo wina białe i różowe są zazwyczaj delikatniejsze od czerwonych, wytrawne są lżejsze od słodkich. Jest jednak coraz więcej wyjątków. Często lekkie półwytrawne białe wino może się okazać zbyt „słabym” kompanem do grillowanej tłustej ryby. Wtedy trzeba się ratować butelką czegoś czerwonego. Ale nie ciężkiej leżakującej w beczkach rezerwy – tylko młodego, lekko schłodzonego rubinowego wina.

fot. W. Giebuta
3. Zasada geograficzna. Zanim zaczniemy gotować, sprawdźmy, co pije się do danej potrawy w regionie, z którego ona pochodzi. Często tam znajdziemy odpowiedź. Do makaronu z sosem mięsnym – włoskie czerwone; do owoców morza poławianych w zimnych wodach Atlantyku – białe wino z hiszpańskiej Galicii; do węgierskiego gulaszu – egri bikavér; a do naszego polskiego śledzia – kieliszek dobrze zmrożonej... no, wiecie czego.

4. Zwracajmy uwagę na sosy. Często to one właśnie nadają ton i smak potrawie i to do nich należy dobierać trunek. Jeżeli do gotowania używasz jakiegoś wina, to powinno się ono znaleźć także na stole.

5. Unikajmy niebezpieczeństw. Jest kilka produktów, do których niezwykle trudno dobrać wino. Na czele tej listy plasują się jajka na twardo, karczochy, szpinak, pikle i potrawy z octem oraz czekolada. Jeżeli ktoś koniecznie chce podać sałatę z winegretem, to lepiej użyć soku z cytryny lub dobrego octu balsamicznego. Z czekoladą natomiast dobrze poradzą sobie ciężkie słodkie wina (tokaj, porto, madera).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...