Jeśli chcesz wydrukować ten post kliknij ikonę poniżej

Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

wtorek, 30 lipca 2013

Orzeźwienie na upały!

Dziś nareszcie nadeszło ochłodzenie. Jednak przed nami kolejna fala upałów, bo kalendarzowe lato w pełni.Oby słońce towarzyszyło nam jak najdłużej!
Gdy budowaliśmy dom, mój mąż często dla ochłody pijał wino rozcieńczone wodą, było to dla mnie swego rodzaju dziwactwo. Twierdził, że takim napojem chłodzili się żołnierze Legi Cudzoziemskiej, więc jemu na pewno nie zaszkodzi. 
Dziś sama w upały lubię pić tak zwany spritzer. Wino (zazwyczaj białe) połączone z wodą w różnych proporcjach z dodatkiem soku z limonki lub bez. Dodanie wody a tym samym rozcieńczenie wina sprawia, że może być ono spożywane w większych ilościach, skutecznie gasząc pragnienie. 



Nazwa napoju pochodzi z Niemiec lub Austrii, gdzie jest on bardzo popularny choć pierwotnie był połączeniem wody sodowej i lokalnie wytwarzanego napoju alkoholowego ze  sfermentowanego soku jabłkowego (nieco podobnego do cydru) o zdecydowanie wysokiej kwasowości. W Chorwacji połączenie gazowanej wody mineralnej i wina w różnych proporcjach nazywane jest gemišt. Na Węgrzech połączenie wina i wody sodowej to fröccs. W Rumunii sprit de vara. W północno-wschodnich regionach Włoch, zwłaszcza w Wenecji i okolicach, spritz to bardzo popularny lekki koktajl, mieszanka białego wina musującego (np. prosecco), wody gazowanej i Aperolu, Campari Bitter lub innego kolorowego alkoholu. 
Można by rzec, że cała Europa raczy się tym niezwykle orzeźwiającym napojem.

Spróbujcie sami. W zależności od użytego wina smak napoju będzie mniej lub bardziej wytrawny. Ja eksperymentuję. Dobieram wino w zależności od humoru i gości, którzy mają często różne upodobania. Czasem wybieram półsłodkie Viñamas Blanco lub słodkie Sol del Mediterraneo, dodając do niego nieco więcej wody i obowiązkowo sok z jednej limonki. Innym razem używam wytrawnego Vidal del Saz Rosado, gdzie dodatek limonki nie jest konieczny.

Spritzer
na bazie słodkiego Sol del Mediterraneo
(proporcje na litrowy dzbanek)


  • 0,3 l - 0,5 l wina
  • 0,7 l - 0,5 l wody mineralnej gazowanej lub nie
  • 2 limonki
  • 10-15 kostek lodu 
  • listek melisy do dekoracji

Do dzbanka wlewamy wino, wrzucamy kostki lodu, uzupełniamy dzbanek wodą. Dodajemy sok z 1 limonki oraz 1 limonkę pokrojoną w plasterki. Dekorujemy listkami melisy.



Proponuję wino:



Sol de Mediterraneo  
DO Valencia
Bodega La Viñ









Vidal del Saz Rosado 
 DO La Mancha
Bodegas del Saz

czwartek, 25 lipca 2013

Piknikowo – szparagowo


Sezon na szparagi właściwie już minął. Jednak miłość do nich może kwitnąć cały rok. Zblanszowane i zamrożone mogą pojawiać się na stole co jakiś czas i cieszyć oko. Ale przede wszystkim kubki smakowe! Mam na myśli szparagi zielone, które pokochałam niezbyt dawno za ich żywy kolor, delikatny smak i możliwość szybkiej obróbki.

W małej ilości wolnego czasu, jaki ostatnio posiadam, piekę często na modłę wytrawną. Zazwyczaj dobieram składniki tak, by było zdrowo i kolorowo. Bo zawsze jem najpierw oczami a i gdzieś tam w tyle głowy kołaczą mi się postulaty diety strukturalnej. Ciasto, które proponuję, jest znakomitą przekąską, ale może być także dodatkiem do zupy. Zda świetnie egzamin również na pikniku lub innej letniej eskapadzie. No i zapewne jest nieco zdrowsze od typowego keksu.


Polecam do niego towarzystwo wina białego, np. pinot gris ze Słowenii, którego świeżość i mineralne akcenty dobrze będą współgrać z wytrawnymi akcentami keksu. A zrównoważona kwasowość i długi czysty finisz sprawią, że sięgnięcie po kolejny kawałek i kolejny łyk…


Szparagowiec z suszonymi pomidorami i czarnymi oliwkami
(keksówka 22 x 10 cm)

pęczek zielonych szparagów, ok. 250 g (twarde końce usunąć, resztę pokroić na 3 kawałki)
250 g mąki (zawsze mieszam mąkę zwykłą – np. poznańską – z mąką do wypieku chleba typu graham bądź orkiszową)
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
płaska łyżeczka sody
garść listków bazylii, porwanych z grubsza
100 ml mleka
4 małe jajka
100 ml oliwy
łyżeczka musztardy (sarepskiej bądź diżońskiej)
garść czarnych oliwek, całych, wypestkowanych
8 połówek suszonych pomidorów z oliwy, z grubsza pokrojonych
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
ok. 60 g dojrzałego cheddara, startego na dużych oczkach

Piekarnik nagrzać do 170 stopni C, foremkę wyłożyć papierem do pieczenia posmarowanym oliwą.
Szparagi gotować w osolonej wodzie 3 minuty, odcedzić, przełożyć do lodowatej wody, aby zachowały kolor. Potem zupełnie zimne, odcedzić i osuszyć na ściereczce.
Jajka wymieszać z oliwą, mlekiem i musztardą.
Mąkę wymieszać z solą, pieprzem i bazylią. Dodać do niej mokre składniki, ciągle miksując na wolnych obrotach, aby nie było śladów suchej mąki. Następnie dodać szparagi, oliwki i pomidory (zostawić kilka oliwek i szparagów na wierzch). Dorzucić połowę sera i delikatnie wymieszać.
Przelać ciasto do formy, udekorować resztą oliwek i szparagów, posypać pozostałym serem i piec 40 minut. Studzić 5 minut w foremce, a potem na kratce.
Smacznego!


Proponuję wino: 




Verus Pinot Gris
Verus, Słowenia

poniedziałek, 22 lipca 2013

Babeczki na każdą pogodę

Wspaniałe polskie lato zawitało na dobre. Trudno mi się zmusić, aby wejść do kuchni i przygotować coś wykwintnego i wspaniałego. Każdą wolną chwilę spędzam z dziećmi w ogrodzie. Razem cieszymy się słońcem. Dzieciaki wymuszają jednak kulinarne poczynania. Zazwyczaj kończy się na pieczeniu pizzy lub robieniu domowych lodów. Najczęściej jednak proszą mnie o babeczki - czekoladowe babeczki z kawałkami czekolady. Może to nie wychowawcze, ale nie jestem w stanie im odmówić. 
Ich przygotowywanie to nasza wspólna zabawa. Odmierzanie, mieszanie, miksowanie, dosypywanie kawałków czekolady, nakładanie masy do foremek, pieczenie. Taki domowy rytuał. Za każdym razem dzieci z niecierpliwością oczekują chwili, gdy wyciągnę gotowe babeczki z pieca i przestygną. Wtedy dekorujemy je konfiturą truskawkową lub kremem. Są delikatne i puszyste i zawsze się udają. Nie należą do bardzo ciężkich i słodkich deserów, dlatego choć lato to czas owocowych wariacji prezentuję Wam przepis właśnie na nie. 
Smakują dzieciom, zachwycają się nimi dorośli. 


Dorośli mogą delektować się nimi w towarzystwie wspaniałych, dobrze schłodzonych win. Tradycyjnym połączeniem będzie podanie Sherry Pedro Ximenez o aromacie fig, suszonych daktyli i rodzynek. Jest to wino bardzo skoncentrowane i zarazem aksamitne o wyjątkowo długim posmaku. W bardzo upalne dni podałabym dobrze schłodzone urugwajskie, świeże, delikatne i harmonijne wino o kwiatowych aromatach róż i jaśminu Casa de Varzi Rosado lub półsłodkie, hiszpańskie Viñamas Blanco o czystym bladożółtym kolorze i przyjemnym aromacie z nutami cytrusów i jaśminu. To ostatnie wino sprawdza się zawsze, gdy zapraszamy gości, którzy na co dzień nie zgłębiają wiedzy o winie i wyznają zasadę, że nie lubią win „kwaśnych”. 


Przepis Nigelli Lawson znalazłam kiedyś na youtube, od tamtej pory nie testuję innych. Muffiny według jej przepisu zawsze się udają :-)

  • 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 2 łyżki kakao
  • 1/2 szklanki cukru pudru (w przepisie oryginalnym 3/4 szklanki)
  • 3/4 szklanki groszków czekoladowych (ja użyłam dropsów cortez) lub posiekaną czekoladę (najlepiej deserową) 
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego


Mąkę, sodę i proszek do pieczenia przesiać do dużej miski, dodać kakao i cukier puder, wymieszać. W drugiej misce wymieszać mokre składniki: mleko (ogrzane do temperatury pokojowej), jajko, olej i ekstrakt waniliowy. Połączyć wszystkie składniki, przelewając mokre do suchych. Wymieszać ręcznie za pomocą drewnianej łyżki lub mikserem, dodając na końcu czekoladowe dropsy. Gotowe ciasto przekładać do papilotek do 2/3 wysokości. Wierzch można jeszcze posypać posiekaną czekoladą. Piec w temperaturze 180°C około 20 minut.
Smacznego!



Zachęcam do pieczenia, a już niebawem podsunę Wam przepis na orzeźwiający spritzer.

Proponuję wino:


Sherry Pedro Ximenez Fiesta Grande
DO Jerez
Bodegas Elite

Casa de Varzi Rosado
Las Violetas
Bodegas Carrau
 
Viñamas Blanco
DO Valencia
Bodega La Viñia

poniedziałek, 8 lipca 2013

Tarta z zielonym środkiem.

Tarty robią zawrotną karierę – nie dość, że miłe w przyrządzaniu, eleganckie w kroju i – co nie bez znaczenia – łatwo je przewieźć lub przenieść z miejsca A do miejsca B.

Jeśli więc zaproszeni na kolację lub spotkanie towarzyskie poczuwamy się do kulinarnego wkładu, polecam z całego serca tartę z zielonym środkiem. Najprościej do wypełnienia tarty użyć szpinaku, ale można ten nieco opatrzony (choć bezsprzecznie pyszny) dodatek zastąpić mieszaniną zielonych liści - z botwinki, pokrzywy, pora, rukoli i co tam jeszcze mamy pod ręką... Do tego zioła w dowolnych układach.

Wręczając gospodarzom tartę warto do kompletu dołożyć dobrze schłodzoną butelkę popularnego chardonnay. Ja dziś proponuję wino z Urugwaju: Don Adelio Ariano Chardonnay.
Na pewno zrobi wrażenie – choćby ze względu na nietuzinkowy kraj pochodzenia! Aromaty zielonych jabłek towarzyszą tu cytrusowym smakom, a dobra kwasowość wina świetnie uzupełni delikatny smak szpinakowo-serowej masy.


Tarta z zieleniną

Ciasto:

  • 375 g mąki
  • 125 g masła
  • woda, sól
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól oraz połowę pokrojonego w kostki, schłodzonego masła. Delikatnie zgniatamy palcami masło z mąką, dodajemy resztę masła i staramy się szybko połączyć wszystko w grudkowatą, rozpadającą się masę. Do niej dolewamy odrobinę wody, tylko tyle, by dało się ciasto zagnieść, by było sprężyste i nieklejące. Zgrabną kulę ciasta wkładamy do lodówki.


Nadzienie:

  • zielone liście – w przypadku mojej tarty jest to w większości szpinak i garść rukoli. Szpinak mrożony – opakowanie ok. 400 g; szpinaku świeżego powinno być przynajmniej dwa razy więcej!
  • ser ricotta – 1 opakowanie ok. 300 g
  • 2 jajka
  • 2 łyżki parmezanu
Liście szpinaku i rukoli opłukane i pokrojone wrzucić na masło, przesmażyć krótko, w razie potrzeby posiekać. Można dodać czosnek albo smażyć liście na oliwie, w której wcześniej był smażony (ale nie przypalony!) czosnek. Ser połączyć z lekko roztrzepanymi jajkami i parmezanem. Dosolić, doprawić świeżymi ziołami.

Po schłodzeniu ciasta (w czasie potrzebnym na przygotowanie zielonego wkładu i rozgrzanie piekarnika do 190 st.) dzielimy go na dwie części. Rozwałkowujemy spód, przenosimy do tartownicy, brzegi wyrównujemy. Wlewamy przygotowane nadzienie. Nakrywamy drugim płatem rozwałkowanego ciasta i dociskamy brzegi, by się skleiły. Dla urody można posmarować wierzch tarty roztrzepanym z odrobiną wody jajkiem. Pieczemy ok. 25 minut, na 1/3 wysokości (od dołu) piekarnika.
Podajemy na ciepło, ale również dobra jest pod koniec imprezy, już na zimno.




Proponuję wino:


Urugwaj, Ariano Hermanos



piątek, 5 lipca 2013

Polujmy na aromaty

W końcu lato! W końcu słońce! Ładujmy więc baterie, a przy okazji letnich spacerów i zakupów wąchajmy, wąchajmy jak najwięcej, aby nasze nosy stały się wrażliwe na każdy niuans i potrafiły rozpoznać jak najwięcej aromatów. Tylko praktyka i doświadczenie pozwoli nam zapamiętać, potem odnaleźć aromaty w winie, a lato to najlepszy moment aby wyostrzyć nasze powonienie. Na bazarach mnóstwo owoców, warzyw, pierwsze grzyby. W około mnóstwo kwitnących kwiatów, traw i zbóż. Korzystajmy więc.
Jeśli chcecie profesjonalnie podejść do tematu, polecam zestawy próbek zapachów wina oraz ... kursy winiarskie - tu również można się nawdychać! :)


Kiedy już nacieszycie się ferią zapachów, proponuję spędzić ciepły, letni wieczór przy winie białym lub różowym podając do niego lekką sałatkę i delikatne przekąski. Pamiętajcie o porządnym schłodzeniu wina!

Dziś polecam Wam pachnącą koperkiem sałatkę z pieczonymi chipsami z ziemniaków. Przepis znalazłam w książce Wiosna w kuchni pięciu przemian Anny Czelej. Autorka proponuje różnego rodzaju dania przygotowywane metodą wywodzącą się z tradycji medycyny chińskiej, które dzięki swoim właściwościom, pomagają osiągnąć harmonię ducha i ciała. Muszę przyznać, że tego typu czary mary są mi znacznie bliższe, niż wszelkie książki o dietach cud! Warto zajrzeć do tej pozycji w poszukiwaniu prostych, wegetariańskich dań. Mam nadzieję, że kolejne części (każda będzie prezentować dania na inną porę roku) przyniosą wiele kulinarnych inspiracji.




Sałatka z młodymi ziemniakami i rzodkiewką
  • 4 ziemniaki
  • 1 mała sałata
  • 0,5 pęczka rzodkiewki
  • 0.5 pęczka szczypiorku
sos:
  • 0,5 pęczka koperku
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sól
  • 4 łyżki śmietany
Ziemniaki ugotować, pokroić w plastry, podpiec w piekarniku lub podsmażyć na oliwie. Ostudzić. Posiekać koperek i szczypiorek. Połączyć składniki sosu. Na półmisku ułożyć sałatę, pokrojoną w plastry rzodkiewkę, plastry ziemniaków. Całość polać przygotowanym sosem i posypać szczypiorkiem.

Polecam wino:  
Urugwaj
Toscanini

poniedziałek, 1 lipca 2013

Wołowina jak się patrzy



Słyszałem niedawno wywiad ze słynnym szefem kuchni Michelem Moranem, który chwalił Polaków za to, że coraz częściej zamawiają w restauracjach średnio lub lekko wysmażone steki. To dobrze, że coraz bardziej przekonujemy się do takiego właśnie sposobu podawania wołowiny. Daleko nam jednak jeszcze do Argentyńczyków czy mieszkańców Urugwaju, którzy krwiste steki mogliby jeść zamiast owsianki na śniadanie i – nie wątpię – niejeden deser oddaliby za jeszcze jedną porcję antrykotu.

 Aby zatracić się w królestwie wołowiny, nie trzeba pędzić aż za ocean. Nie tak dawno miałem ogromną wielką przyjemność jeść kolację w absolutnie fantastycznym miejscu w Chianti. Goszczony przez Dario Cecchinieho – najsłynniejszego rzeźnika w Toskanii – zjadłem sześciodaniową kolację składającą się wyłącznie z  .... wołowiny. Zakrapiana wyśmienitym chianti classico uczta do dziś mile łechce receptory smakowe mojej pamięci. Obawiam się jednak, że dla większości Polaków wspaniała uczta zakończyłaby się z chwilą  przekrojeniu słynnej bistecca alla fiorentina, z której wypłynęłaby krew.

Przyznam się, że i ja nie należę do osób, które lubią gdy mięso ocieka krwią, a do zjedzenia kolacji potrzebne są stalowe, ostre niczym skalpele noże lub szczęka silna jak u bulteriera. Osobiście plasuję się w statystycznej grupie Polaków, o której wspominał w wywiadzie Moran. Już nie jem wysmażonej na wiór podeszwy, ale nie jestem jeszcze przekonany do mocno krwistych mięs. 

A co w takim razie z tymi, którym nie odpowiada żadna z zamorskich form przyrządzania mięsa? Dla nich mamy długą tradycję podawania wołowiny duszonej, gotowanej lub pieczonej. Ta, dobrze przyrządzona, a przede wszystkim w dobrym gatunku, potrafi zachwycić niejedno podniebienie. 

Zanim podam przepis na pieczeń wołową z prawdziwego, zdarzenia muszę wyraźnie zaznaczyć, że robiąc jakiekolwiek danie z wołowiny nie możemy użyć byle jakiego mięsa. Czy to będzie gulasz, czy bitki, czy pieczeń – powinniśmy użyć dobrego mięsa. 

Co to znaczy dobre mięso? Po pierwsze musi byś świeże, po drugie musi pochodzić od stosunkowo młodego byczka, a po trzecie musi to być właściwa część wołu. Niekoniecznie myślę od razu o polędwicy. Spokojnie można wybrać udziec, łopatkę czy zrazową. W naszych miastach wśród dziesiątek masarni sprzedających byle jakie mięso, można wyszukać takie, które zapewniają dostawy odpowiedniego surowca. Najważniejszym jest jednak to, by w takim sklepie upatrzyć i „oswoić” sobie sprzedawcę, który szczerze doradzi nam podczas zakupów: – Dziś raczej proszę nie brać „wołowinki”, dziś lepiej „schabik” lub „cielęcinkę”. Ale za to jutro to będzie wołowina jak się patrzy. (Ja akurat zakupy robię w Krakowie –  i stąd te zdrobnienia.)




Pieczeń wołowa
na 6–8 osób

Składniki
  • 1 kg świeżej, młodej wołowiny (łopatka, udziec lub zrazowa)
 Zalewa
  • 50 ml czerwonego wina
  • 5 łyżek oliwy
  • 1 łyżeczka ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka pieprzu w kulkach
  • kilka ziaren jałowca
  • 4 listki laurowe
 Ponadto
  • 4 średnie cebule
  • ¼ kostki masła
  • sól i pieprz
  • smalec do smażenia
 
Przygotowanie

Zmieszać składniki zalewy. Włożyć mięso do worka foliowego, wlać do niego zalewę, szczelnie zawinąć i włożyć do lodówki na kilka lub kilkanaście godzin. Następnie wyjąć mięso. Zalewę zlać do osobnego naczynia. Mięso osuszyć, a następnie „zamknąć” opiekając na patelni, na gorącym smalcu po kilkanaście sekund z każdej strony. Przełożyć mięso do wysmarowanej masłem brytfanny. Wlać zalewę. Posolić, popieprzyć i obficie obsypać pociętą w piórka cebulą. Na wierzch położyć wiórkowane masło. Całość piec w zamkniętej brytfance przez 3–4 godziny w temperaturze 180 stopni. Co pół godziny polewać mięso sosem, który gromadzi się na dnie brytfanny. Pod koniec pieczenia można dodać do sosu rozdrobnioną kromkę czerstwego chleba.
Pieczeń doskonale będzie smakowała z pieczonymi lub gotowanymi ziemniakami oraz warzywami na ciepło. Ja dziś proponuję podać ją z puree z selera oraz z grillowanymi, kolorowymi warzywami z czosnkiem i rozmarynem. 

Wygodnie jest przygotować pieczeń dzień wcześniej. Wtedy może ona spokojnie wystygnąć. Zimne mięso będzie nam łatwiej pokroić na porcje. Tuż przed podaniem całość możemy łatwo odgrzać w piekarniku lub na kuchence na lekkim ogniu.

Jakie wino?
Oczywiście to takiego dania pasować będzie niemal każde czerwone, solidnie taniczne, dojrzewane w beczkach wino. W ubiegłym miesiącu na Ogrodach Wina w Dworze Sieraków gościł jeden z największych winiarzy Hiszpanii – ojciec założyciel apelacji Robera del Duero, król tempranillo – Alejandro „Pesquera” Fernandez. Cóż innego mógłbym polecić, jak nie coś od mistrza właśnie.


Condado de Haza Reserva Selección



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...